Często powtarzające się pytanie - Czy lepiej uczyć sie szerokiej
gamy technik i wielu roziwązań czy też skupić się na kilku i szlifować
je do perfekcji - jest punktem wyjścia dla tego tekstu.
Myśle, że problem polega na uczeniu technik w sposób taki, że każda z nich jest
właściwie zupełnie czymś innym. Wówczas decyzja co do jej wykonywania faktycznie
musi zaistnieć w bardzo zdecydowany sposób i to jest czas w którym atak ląduje
już na naszej szczęce.
To co moim zdaniem jest istotą zaganienia to pierwsza reakcja, która zawsze bedzie
odruchowa i to ją trzeba ćwiczyć (mowie raczej o sytuacjach z pewnego zaskoczenia,
a nie koniecznie o sparingu). Pierwsza reakcja musi być jak najbardziej
uniwersalna dająca obronę przed jak najwiekszą ilością ataków. Pierwsza reakcja
na atak prawą ręką musi być taka sama jak na atak lewą, a nie na obrona ćwiczona
lustrzanie. To nam skraca reakcje, bo decyzja już jest niepotrzebna. To oczywiscie
stawia nas w dwóch różnych sytuacjach w chwile potem (np. raz zeszliśmy na zewnątrz,
a w drugim przypadku robiąc to samo jesteśmy w "środku"). To powoduje, że musimy
zastosować już nieco inne techniki w obu przypadkach, ale stosujemy najprostszą
i nabardziej wyćwiczoną w danej sytuacji. Dopiero spotkanie się z jakąś obroną
przeciwnika generuje znowu najnaturalniejszą technikę, którą może być np. po bloku
uderzenia (zamiast kolejnego uderzenia) przechwyt blokującej ręki i odciągnięcie do
dźwigni.
Wbrew pozorom kazda najbardziej skomplikowana technika powinna być odpowiednim
zastosowaniem technik prostych. I tak u nas blok pojedyńczy jest podstawą:
- zwykłego bloku;
- bloku, ktory jest atakiem na rece przeciwnika - uderzenia na miesnie itp. dosc
bolesne;
- przy zahaczeniu drugą ręką jest dźwignią na łokieć;
- jest atakim na szyje lub potylice w sytuacji lekkiego ściągnięcia przeciwnika
w dół (zgięcie w pasie lub zejście na kolana);
- jest podstawowym ruchem przy robieniu dźwigni nadgarstkowej przy chwycie na
wprost jak i na ukos;
- jest pierwszym ruchem przy dzwigni na bark wykonywanej za plecy przeciwnika;
- jest dwa razy wykonany przy kluczu na bark (pochylajacym przeciwnika do przodu)
raz jedną raz drugą ręką;
- itd.
Tak na prawdę wszystkie skomplikowane techniki są płynną kompilacją bloku
pojedynczego, podwójnego, górnego i tsuki oraz jakichs kopnięć na nogi w tym samym
czasie. Dochodzą oczywiście pewne detale modyfikujące ten ruch, ale baza jest
jedna. Przynajmniej w Ryu-te.
W związku z tym wcale nie ćwiczy się tak wiele różnych rzeczy, a ma się wiele
rezultatów. Najwiekszym błędem jest to, że na jeden atak uczy się 150 obron. Po co?
Wiele rozwinięć tak. To jest tak jak ze strumieniem. Jezeli nie ma zadnych przeszkod
to płynie prosto w dół. I takie powinno być podejscie do techniki. Jak się pojawia
przeszkoda to ją omija jedną lub drugą stroną, a czasem z obu stron. Dopiero wtedy
wchodzą komplikacje, ale też najnaturalniejsze w naszej sytuacji. Strumień nie
wraca spowrotem pod góre, żeby spróbować jeszcze raz. To jest moim zdaniem jedyna
metoda łączenia trudnego z najprostszym.
Kończąc jeszcze o broni. Często widzi się uprawianie kobudo ni jak nie powiązane
z technikami bez broni. Broń musi być poprostu przedłużeniem kończyn i jej
zastosowanie musi tak na prawde nie wiele odbiegać od głównej motoryki technik pustej
ręki. Tylko wtedy można jakoś opanowywać obydwie te sztuki. Dla przykładu Tsuki w
Ryu-te wykonuje się tak, iż pięść układa się tak jak:
- jak przy ataku sai,
- jak przednia ręka przy uderzeniu bo,
- jak uderzenie tonfą przez przedramie przeciwnika na splot,
- jak pierwszy etap założenia dźwigni przy użyciu tan bo,
- jak uderzenie tan bo z gory,
- jak ucisk z dźwignią na przedramie wykonywany nunchaku,
Tyle w obronie wielu technik i mozliwosci ich opanowywania.