Seminarium tegoroczne miało zdecydowanie
inny charakter, niż dotychczasowe spotkania z mistrzem Oyatą. Cała
oprawa, o którą tak pieczołowicie dbał Renshi Piotr Ciećwierz,
musiała ulec zmianie. Coroczne majowe spotkania odbywały się przy
wydatnym udziale National Naval Medical Center, gdzie miały miejsce
pokazy wraz z częścią oficjalną, a na wielkiej sali w obrębie obiektu
przeprowadzane były dotychczas seminaria. Całość kończyła się
oficjalnie w Ambasadzie RP. W tym roku w związku z zaprowadzonymi
w USA środkami bezpieczeństwa, obecność w NNMC nie była możliwa,
a w związku z brakiem części oficjalnej zrezygnowano również z
kolacji w Ambasadzie. Seminarium odbyło się na dużej sali
konferencyjnej w hotelu, w którym zamieszkiwał Taika i przyjezdni
goście.
Seminarium ... i tu nie padnie wyliczanka technik, jakie demonstrował Mistrz;
nie będzie opisu, jakie techniki zostały pokazane i jakie nokauty zrobił. Po
kilku latach uczestnictwa w dorocznych treningach Taiki widzę, że nie o te techniki
chodzi, więc nie ma zbyt wielkiego sensu ich opisywanie, bo są to wyjęte kadry z
całości, o której Taika mówi od lat. Prezentowane techniki są przykładami działania
pewnych zależności uwarunkowanych naszą budową, mechaniką ciała, naszymi reakcjami.
Taika w najdrobniejszych szczegółach przedstawiam, jak robić kątowe zejścia dla
osiągnięcia najkorzystniejszego dystansu, najlepszego ustawienia do konkretnej
techniki, jak nieznacznie przenieść ciężar ciała dla osiągnięcia większego
zasięgu ręki. Taika demonstrował techniki i udowadniał, że nic o nich nie wiemy,
a przecież wciąż je ćwiczymy... Jak głęboko sięga wiedza tego Człowieka, a jak
wielka musiała być wiedza Jego nauczycieli, skoro oni uczyli Go jedynie kilka lat.
Taika mówił wiele o swoich nauczycielach, o tym, jak uczyli i jak mu przekazywali
wiedzę. Dawali mu przysłowiową wędkę, a nie rybę - jak silny był to przekaz niech
świadczy fakt, że do dzisiaj Taika ich nauki uważa za kluczowe przy rozwikłaniu
wielu zagadnień technicznych. Jak wielu z nas już po kilku latach zatraciłoby
granicę między tym, co usłyszeli od nauczyciela, a tym co sami nabudowali później.
To, co Taika przekazuje jest wiedzą, która na podstawie pojedynczego seminarium
jest nijak nie do zastosowania, jest to kolejny wyspecjalizowany element włączony
do piekielnie skomplikowanej maszynki, jaką jest Ryu-te. W związku z tym dla osób
z zewnątrz lub niezbyt zaawansowanych może być hermetyczna i wymagać "przetrawienia"
przez osoby bardziej zaawansowane, lub też jest czymś, co gdzieś w tyle głowy
będzie dojrzewać, aż znajdzie swoje miejsce w poznanym dotychczas materiale.
Seminarium tego typu jest czymś dla zaawansowanych uczniów, których wiedza jest
już mocno zbudowana i jest to kolejny szlif na ich technice - ale niestety często
i w ich wypadku wychodzi potrzeba wykuwania techniki od nowa.
Seminarium bez ćwiczenia z Renshim byłoby bardzo trudne do zrozumienia i trudno
byłoby wyciągnąć z niego należyte wnioski na przyszły trening. Renshi pokazywał
wiele brakujących etapów w dojściu do tego, o czym mówił Taika. Bardzo bolesne
demonstracje technik, jak również rozmowa o tym, jak rozumieć wiedzę Taiki i jego
przekaz, dopiero pozwalają sobie usystematyzować pewne rzeczy. Dopiero wówczas
można te, z pozoru dziwne rzeczy zaszufladkować i korzystać z nich - jak nie od
razu, to za jakiś czas. Kilka treningów w domu Renshiego, kiedy robił techniki
zupełnie wcześniej mi nie znane, mocne i twarde, a zarazem płynne i szybkie wykuwają
w człowieku to, do czego ma dążyć. Dziś trudno mi powtórzyć większość z tych
technik, ale podświadomie je czuję i poprzez ból, jaki powodowały nie sposób ich
zapomnieć. Renshi demonstrował techniki i niemal zawsze pokazywał je w kata, ale
to kata to już zupełnie coś innego, niż nawet zaawansowane formy, które ćwiczymy.
To już coś tak organicznego, coś co żyje tętnem walki i danej techniki. Mówimy o
czymś, co jest jednym organizmem: technika - kata - człowiek. Po takim treningu
odkrywa się paradoks kata i ich interpretacji. Kata są tak dokładnym przedstawieniem
technik, że nie potrafimy sobie tego wyobrazić bez naocznego przykładu, ale
jednocześnie w tych samych miejscach są tak symboliczne, że również tego nie jesteśmy
w stanie pojąć bez czyjejś wiedzy. Te dwie skrajności łączą się w jedną całość
i tylko pozostaje się zastanowić, jakim geniuszem musieli dysponować ludzie, którzy
je tworzyli.
W ten sposób wyjazd tegoroczny był moim najważniejszym pobytem i myślę, że nabyta
wiedza będzie długo procentować w robieniu postępów i poszukiwaniu własnej drogi
w zawiłościach dawnej myśli.
Ludwik Orthwein
NAJMŁODSZA
RYU-TECZKA RZECZPOSPOLITEJ NA UCHODŹSTWIE
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
Taika z Matsumi |
|
Renshi z Matsumi |
|
Magda z Matsumi |
|
Kyoshi z Matsumi |
|
U
RENSHIEGO W DOJO
SEMINARIUM
FUNNY