Seminarium z Taiką Oyata
Było to moje pierwsze spotkanie z Taiką (mam nadzieję, że nie ostatnie).
Pomimo swojego wieku (prawie 80 lat) poruszał się dosyć żwawo zwłaszcza,
kiedy wszedł na matę. Na seminarium, które odbyło się jak zawsze w hotelu przybyło
ok. 100 adeptów Ryu-te. W wielkiej sali bankietowej wszyscy się ustawili,
pokłonili mistrzowi i zaczęło się ...
Zaczęło się od zwykłego chodzenia pod odpowiednim kątem z odpowiednim przenoszeniem
balansu ciała. Po 15 minutach takiego chodzenia, Taika zademonstrował nam cel
tego ćwiczenia, pełną technikę, którą odczuł na własnej skórze Kyoshi Piotr
Ciećwierz. Stałem jak osłupiały patrząc na niesamowitą prędkość oraz niewyobrażalną
wręcz precyzję Taiki Oyaty.


Po chwili wszyscy ćwiczyli już w parach.Techniki
wykorzystywały Tuite i Atemi, więc po chwili już wychodziły siniaki, które
utrzymały się jeszcze przez co najmniej tydzień. Taika przy pokazywaniu technik
zwracał uwagę na detale i koncept wykonywanej techniki. Konceptem było np.w jaki
sposób uderzać, aby przeciwnik nie widział ręki uderzającej, i w jaki sposób
uderzać aby cały czas być poza zasięgiem ręki przeciwnika. Zadziwiające, że takie
detale jak obrócenie biodra, dłoni, głowy w odpowiedni sposób zmienia zasięg
wykonywanej techniki!!! Nawet nie wiem, kiedy minęły te 2 godziny. Ale to,
co Taika zademonstrował na samym końcu pobiło wszystko na głowę! Ciężko to
nawet opisać. Znowu partnerem Taiki na macie był Kyoshi. Przez ostatnie 10 min.
seminarium Kyoshi tylko wstawał po to by znowu upaść. Taika pokazywał w realnym
tempie techniki przy swobodnym właściwie ataku Kyoshiego. Ponad 90% technik
widziałem pierwszy raz, a ćwiczę 4 lata!!! Albo były to zupełnie nowe techniki,
albo tak zaawansowane wersje podstawowego Tuite, że moje nikłe doświadczenie nie
zsynchronizowało tego z moją wiedzą. Taika nic nie tłumaczył tylko demonstrował.
Możliwe, że te 10 minut będę pamiętał do końca życia ...
Na zakończenie seminarium poprosiłem Taikę o zgodę na zrobienia wspólnego zdjęcia
i zamieniłem z nim kilka słów. Taika okazał się przesympatycznym człowiekiem z
bardzo dużym poczuciem humoru. Oto przykład:
Kiedy powiedziałem, że 4 lata czekałem na spotkanie z nim on sam nie mógł
w to uwierzyć i powiedział:
" Jak to, to w Polsce jest tak źle, że nie macie
ładnych kobiet, tylko przyjeżdżacie tu, aby spotkać starego mężczyznę? :-)
Po zakończeniu seminarium, pojechaliśmy wszyscy z dojo Kyoshiego Polandera do
japońskiej restauracji na sushi. Podobno jest to już tradycją po seminarium.
Restauracja bardzo fajna, bardzo dobre sushi. Taika nie usiadł prawie w ogóle,
tylko chodził po naszych stolikach i żartował właściwie z każdym. Pomimo tego,
że był to dopiero mój drugi dzień w Stanach zauważyłem, że panuje duża więź pomiędzy
uczniami Kyoshiego. Wszyscy się bardzo dobrze znają i bardzo się lubią.
Do restauracji większość przyszła z całymi swoimi rodzinami. Po kilku godzinach
objedzeni do pełna i zadowoleni pojechaliśmy razem z Taiką do domu Kyoshiego,
gdzie dokończyliśmy ten pełen wrażeń dzień.
Treningi w dojo
Z racji, że w poniedziałek wyjechali do swych domów sensei Marek Tuszyński i
sensei Wojtek Bronicki, zostałem w dojo sam. Ale w ogóle się nie nudziłem.
Gościnność studentów Kyoshiego przerosła moje najśmielsze oczekiwanie. Byłem
zapraszany na barbeque i obiady do ich domów. Tu chciałem złożyć wielkie
podziękowania dla sensei Helen oraz całej rodziny Simpson. Sensei John, doskonale
nam wszystkim znany specjalnie dla nas zrezygnował ze swojego wolnego od
pracy dnia, aby zostać naszym przewodnikiem podczas zwiedzania.
Ale wracając do tematu - treningi moje trwały od godziny ok. 17 do 22-23.
Dużą przyjemność sprawiało mi ćwiczenie w dojo, o którym większość z nas
tylko marzy. Chodzi o dużą salę całą w lustrach, pokrytą specjalnymi matami,
ze zdjęciami mistrzów i Czarnych Pasów. Mam nadzieję, że zdjęcia chociaż trochę
pomogą mi w opisie tego wrażenia.
Bardzo często zdarzało się, że Kyoshi poświęcał mi dużo uwagi pomagając
zrozumieć nowe ruchy. Czasem bywa tak, że po poznaniu czegoś nowego musi
upłynąć jakiś czas, aby nasz organizm zaadoptował nabytą wiedzę. W międzyczasie
wyglądałem jak paralityk, kiedy chciałem zastosować nowe rzeczy do tych, które
już znałem. Strasznie zazdroszczę ludziom, którzy mają możliwość pomocy od takiego
mistrza jak Kyoshi, tym bardziej, że Kyoshi naprawdę chce pomóc.

Niesamowite wrażenie robią również dzieci, które z całych sił pragną pokazać,
że się starają, a przy komendzie Kiai krzyk słychać aż na ulicy.
Tu chciałem
nadmienić, że w Stanach ludzie trochę inaczej podchodzą do rzeczy. Dzieci
przyprowadzane są przeważnie przez swoich rodziców. Rodzice dopingują swoje
dzieci, ze specjalnej widowni. Wszyscy się bardzo dobrze bawią.
Przez pierwszy mój tydzień właściwie codziennie uczyłem się czegoś nowego.
Dostałem tyle nowej wiedzy, pokazano mi tyle nowych ćwiczeń, że mamy co ćwiczyć
teraz przez co najmniej pół roku.
Po tygodniu przyjechał sensei Ludwik Orthwein z Andrzejem zw. Stopą :-).

Zaczęły się treningi poranne i popołudniowe. Cały dzień był fizycznie bardzo
wyczerpujący. Kyoshi poświęcał nam bardzo dużo swojego cennego czasu. Pokazał
nam ćwiczenia pod kumie, testował nasze umiejętności, pokazywał tzw. "światełka
w tunelu".



Podsumowując:
Wyjazd do Stanów uważam za niesamowicie udany. Spotkałem Taikę i jego najbliższych
uczniów. Miałem ten zaszczyt, że trenowałem z Kyoshim, a ten potraktował mnie bardzo
dobrze i naprawdę chciał mnie czegoś nauczyć. Żałuję tego, że mój mózg nie jest
na tyle jeszcze rozwinięty, aby przyjąć tej wiedzy więcej 9 Niektórzy uprawiają
Martial Arts, a nie mieli okazji widzieć prawdziwej sztuki walki. Były takie
momenty, że siedzieliśmy z senseiem Ludwikiem i patrzyliśmy jak Kyoshi demonstrował
coś tak niesamowitego, że do końca tego nie rozumiałem. Takie momenty będę
kolekcjonował w swojej pamięci do końca życia. Zobaczyłem, że trenując Sztuki
walki, trzeba nimi żyć. Kyoshi właśnie tak żyje. Wszystko, co robi przesiąknięte
jest Ryu-te. Miałem zaszczyt poznać prawdziwego mistrza.
Takie spotkanie może zmienić niejednego człowieka. Mam nadzieję, że
swoim treningiem i charakterem zasłużę, aby część tej wiedzy, którą posiada
Kyoshi została mi przekazana.
Tu do wszystkich: Pamiętajmy, że tak naprawdę nic się nam nie należy,
na wszystko musimy zapracować.
Na koniec chciałem podziękować za opiekę i czas Kyoshiemu i jego całej rodzinie,
oraz wszystkim z dojo za rady podczas treningów.
Jednocześnie pragnę przeprosić wszystkich, których niechcący poturbowałem :-).
Tomasz Łazowski 1 DAN
tlazowski@kempo.org.pl