Polska Federacja RyuTe Polska Federacja RyuTe
newsryu tefederacjagaleriaforumksiegalinkikontakt
 
 
Artykuły

Relacje

Multimedia

Sylwetki
 

XIII festiwal ryu-te waszyngton 2006

Seminarium z Taiką Oyata

Było to moje pierwsze spotkanie z Taiką (mam nadzieję, że nie ostatnie). Pomimo swojego wieku (prawie 80 lat) poruszał się dosyć żwawo zwłaszcza, kiedy wszedł na matę. Na seminarium, które odbyło się jak zawsze w hotelu przybyło ok. 100 adeptów Ryu-te. W wielkiej sali bankietowej wszyscy się ustawili, pokłonili mistrzowi i zaczęło się ...

Zaczęło się od zwykłego chodzenia pod odpowiednim kątem z odpowiednim przenoszeniem balansu ciała. Po 15 minutach takiego chodzenia, Taika zademonstrował nam cel tego ćwiczenia, pełną technikę, którą odczuł na własnej skórze Kyoshi Piotr Ciećwierz. Stałem jak osłupiały patrząc na niesamowitą prędkość oraz niewyobrażalną wręcz precyzję Taiki Oyaty.






Po chwili wszyscy ćwiczyli już w parach.Techniki wykorzystywały Tuite i Atemi, więc po chwili już wychodziły siniaki, które utrzymały się jeszcze przez co najmniej tydzień. Taika przy pokazywaniu technik zwracał uwagę na detale i koncept wykonywanej techniki. Konceptem było np.w jaki sposób uderzać, aby przeciwnik nie widział ręki uderzającej, i w jaki sposób uderzać aby cały czas być poza zasięgiem ręki przeciwnika. Zadziwiające, że takie detale jak obrócenie biodra, dłoni, głowy w odpowiedni sposób zmienia zasięg wykonywanej techniki!!! Nawet nie wiem, kiedy minęły te 2 godziny. Ale to, co Taika zademonstrował na samym końcu pobiło wszystko na głowę! Ciężko to nawet opisać. Znowu partnerem Taiki na macie był Kyoshi. Przez ostatnie 10 min. seminarium Kyoshi tylko wstawał po to by znowu upaść. Taika pokazywał w realnym tempie techniki przy swobodnym właściwie ataku Kyoshiego. Ponad 90% technik widziałem pierwszy raz, a ćwiczę 4 lata!!! Albo były to zupełnie nowe techniki, albo tak zaawansowane wersje podstawowego Tuite, że moje nikłe doświadczenie nie zsynchronizowało tego z moją wiedzą. Taika nic nie tłumaczył tylko demonstrował. Możliwe, że te 10 minut będę pamiętał do końca życia ...

Na zakończenie seminarium poprosiłem Taikę o zgodę na zrobienia wspólnego zdjęcia i zamieniłem z nim kilka słów. Taika okazał się przesympatycznym człowiekiem z bardzo dużym poczuciem humoru. Oto przykład:
Kiedy powiedziałem, że 4 lata czekałem na spotkanie z nim on sam nie mógł w to uwierzyć i powiedział:
" Jak to, to w Polsce jest tak źle, że nie macie ładnych kobiet, tylko przyjeżdżacie tu, aby spotkać starego mężczyznę? :-)



Po zakończeniu seminarium, pojechaliśmy wszyscy z dojo Kyoshiego Polandera do japońskiej restauracji na sushi. Podobno jest to już tradycją po seminarium. Restauracja bardzo fajna, bardzo dobre sushi. Taika nie usiadł prawie w ogóle, tylko chodził po naszych stolikach i żartował właściwie z każdym. Pomimo tego, że był to dopiero mój drugi dzień w Stanach zauważyłem, że panuje duża więź pomiędzy uczniami Kyoshiego. Wszyscy się bardzo dobrze znają i bardzo się lubią. Do restauracji większość przyszła z całymi swoimi rodzinami. Po kilku godzinach objedzeni do pełna i zadowoleni pojechaliśmy razem z Taiką do domu Kyoshiego, gdzie dokończyliśmy ten pełen wrażeń dzień.



Treningi w dojo

Z racji, że w poniedziałek wyjechali do swych domów sensei Marek Tuszyński i sensei Wojtek Bronicki, zostałem w dojo sam. Ale w ogóle się nie nudziłem. Gościnność studentów Kyoshiego przerosła moje najśmielsze oczekiwanie. Byłem zapraszany na barbeque i obiady do ich domów. Tu chciałem złożyć wielkie podziękowania dla sensei Helen oraz całej rodziny Simpson. Sensei John, doskonale nam wszystkim znany specjalnie dla nas zrezygnował ze swojego wolnego od pracy dnia, aby zostać naszym przewodnikiem podczas zwiedzania.
Ale wracając do tematu - treningi moje trwały od godziny ok. 17 do 22-23. Dużą przyjemność sprawiało mi ćwiczenie w dojo, o którym większość z nas tylko marzy. Chodzi o dużą salę całą w lustrach, pokrytą specjalnymi matami, ze zdjęciami mistrzów i Czarnych Pasów. Mam nadzieję, że zdjęcia chociaż trochę pomogą mi w opisie tego wrażenia.





Bardzo często zdarzało się, że Kyoshi poświęcał mi dużo uwagi pomagając zrozumieć nowe ruchy. Czasem bywa tak, że po poznaniu czegoś nowego musi upłynąć jakiś czas, aby nasz organizm zaadoptował nabytą wiedzę. W międzyczasie wyglądałem jak paralityk, kiedy chciałem zastosować nowe rzeczy do tych, które już znałem. Strasznie zazdroszczę ludziom, którzy mają możliwość pomocy od takiego mistrza jak Kyoshi, tym bardziej, że Kyoshi naprawdę chce pomóc.



Niesamowite wrażenie robią również dzieci, które z całych sił pragną pokazać, że się starają, a przy komendzie Kiai krzyk słychać aż na ulicy. Tu chciałem nadmienić, że w Stanach ludzie trochę inaczej podchodzą do rzeczy. Dzieci przyprowadzane są przeważnie przez swoich rodziców. Rodzice dopingują swoje dzieci, ze specjalnej widowni. Wszyscy się bardzo dobrze bawią. Przez pierwszy mój tydzień właściwie codziennie uczyłem się czegoś nowego. Dostałem tyle nowej wiedzy, pokazano mi tyle nowych ćwiczeń, że mamy co ćwiczyć teraz przez co najmniej pół roku.

Po tygodniu przyjechał sensei Ludwik Orthwein z Andrzejem zw. Stopą :-).



Zaczęły się treningi poranne i popołudniowe. Cały dzień był fizycznie bardzo wyczerpujący. Kyoshi poświęcał nam bardzo dużo swojego cennego czasu. Pokazał nam ćwiczenia pod kumie, testował nasze umiejętności, pokazywał tzw. "światełka w tunelu".







Podsumowując: Wyjazd do Stanów uważam za niesamowicie udany. Spotkałem Taikę i jego najbliższych uczniów. Miałem ten zaszczyt, że trenowałem z Kyoshim, a ten potraktował mnie bardzo dobrze i naprawdę chciał mnie czegoś nauczyć. Żałuję tego, że mój mózg nie jest na tyle jeszcze rozwinięty, aby przyjąć tej wiedzy więcej 9 Niektórzy uprawiają Martial Arts, a nie mieli okazji widzieć prawdziwej sztuki walki. Były takie momenty, że siedzieliśmy z senseiem Ludwikiem i patrzyliśmy jak Kyoshi demonstrował coś tak niesamowitego, że do końca tego nie rozumiałem. Takie momenty będę kolekcjonował w swojej pamięci do końca życia. Zobaczyłem, że trenując Sztuki walki, trzeba nimi żyć. Kyoshi właśnie tak żyje. Wszystko, co robi przesiąknięte jest Ryu-te. Miałem zaszczyt poznać prawdziwego mistrza.
Takie spotkanie może zmienić niejednego człowieka. Mam nadzieję, że swoim treningiem i charakterem zasłużę, aby część tej wiedzy, którą posiada Kyoshi została mi przekazana.

Tu do wszystkich: Pamiętajmy, że tak naprawdę nic się nam nie należy, na wszystko musimy zapracować.

Na koniec chciałem podziękować za opiekę i czas Kyoshiemu i jego całej rodzinie, oraz wszystkim z dojo za rady podczas treningów. Jednocześnie pragnę przeprosić wszystkich, których niechcący poturbowałem :-).


Tomasz Łazowski 1 DAN
tlazowski@kempo.org.pl



       
       
Polska Federacja RyuTe
zapisy


zapisy!


polecamy


Ryu-Te no Michi

RYU-TE no MICHI

Ryu-Te no Michi to książka napisana przez mistrza Taikę Seiyu Oyatę przedstawiająca prawdziwą drogę i rozwój sztuk walki na Okinawie od ich zarania oraz za czasów królestwa Ryukyu. Ukazuje właściwe rozumienie "Okinawańskiej Dłoni"...
czytaj więcej >


© Copyright Polska Federacja RyuTe. All Rights Reserved. made in: quaint.pl