Polska Federacja RyuTe Polska Federacja RyuTe
newsryu tefederacjagaleriaforumksiegalinkikontakt
 
 
Artykuły

Relacje

Multimedia

Sylwetki
 






















V obóz ryu-te
ustka 2006

Na wstępie chciałem zaznaczyć, że opisać obóz Ustka 2006 z pozycji osoby zdającej na Shodan. Obóz trwał od 19-08-2006 do 27-08-2006. Pogoda mogłaby być lepsza, ale nie o tym chcę tu pisać. Moje myśli tego lata były skierowane na egzamin, który pragnąłem zdać. Tak więc do rzeczy...

W dniu przyjazdu Kyoshiego, wezwał nas on do siebie i zapowiedział, że nasz egzamin właśnie się zaczął. Od tej pory to będzie obserwował nas właściwie cały czas i nie tylko na treningach. Taka zapowiedź podniosła nam nieco ciśnienie, ale też wytworzyła niepowtarzalną wręcz atmosferę czegoś wielkiego i doniosłego. Chociaż w głębi ducha każdy z nas Zdających był przygotowany do zwiększonego wysiłku, nikt się nie spodziewał, jaką formę przybierze egzamin.

No właśnie teraz trochę o samym dniu "pracy"
Dzień zaczynał się naturalnie "za wcześnie" dla nas wszystkich. Rozruch poranny od 7-ej rano. Prawie godzina, która pozwoliła rozruszać mięśnie, odblokować stawy, zrzucić sen z powiek. Śniadanie i następny trening. Od 11.30 do 13.00 czas na prysznic i przygotowanie do obiadu. Niektórzy wykorzystywali ten czas, aby zająć się pracą, którą to musieli wziąć ze sobą na obóz. Po obiedzie czas dla niezdających wolny do ok. 16.30. Zdający zaczynali egzamin ok. 14.30 do ok. 17.30. Po teście był czas wolny.

Test wyglądał tak, że w grupach wykonywaliśmy kata przed Kyoshim. Mistrz zwracał uwagę na każdy możliwy szczegół, ustawienie bioder w pozycji, odpowiednie ułożenie dłoni przy uderzeniach i blokach, a także odpowiednie skierowanie głowy w bok w tym a nie innym momencie.

Ale jedną z najważniejszych rzeczy była koordynacja grupy przy wykonywaniu kata. Robiąc skomplikowane ruchy w kata jednocześnie musiałeś myśleć nie tylko o następnych ruchach, ale o tym gdzie się znajdujesz, czy wykonujesz kata w tym samy timingu, co inni, i czy zakończysz kata w miejscu, w którym zacząłeś. Jednoczesne wykonanie tylu zadań wymagało maksymalnej koncentracji od każdego z nas. Przy tym kata miało być wykonane i mocno, ale i jednocześnie płynnie. Zdarzało się, że Kyoshi abyśmy poprawnie wykonywali ruch w kata pokazywał na nas techniki, których do tej pory nie znałem. Dzięki temu wpojenie poprawnego ruchu było o wiele łatwiejsze.

Bywało, że Kyoshi czasem rozgoryczony przerywał test i kazał nam trenować dane kata w pobliżu na placu treningowym. Nie obyło się też bez nocnego treningu, który przygotowaliśmy sobie sami, po ocenie naszego poziomu przez Mistrza.

Nie muszę powtarzać, ze stres za każdym razem się wzmagał. Nie mówiąc nic o coraz większym bólu w stawach, mięśniach, oraz palących żywym ogniem stopach od trenowania boso na asfalcie.

Na egzamin składało się wykonanie bezbłędnie i równo i przy zachowaniu wszystkich powyższych warunków kihonów i kata w tym kihon z bo. Ostatnim kata było oczywiście Naichanchi Shodan wersja średnio-zaawansowana. Oprócz tego pod uwagę były brane takie aspekty jak: bunkaje, równowaga, koordynacja ruchowa, wytrenowanie oka do wyłapywania nowych szczegółów oraz zgranie z grupą.

Napiszę trochę o treningu z bo, z którym ćwiczyliśmy na tym obozie codziennie po co najmniej 1,5 h. Po raz pierwszy zobaczyłem techniki wykonywane kijem. Niby tak banalne, ale tak trudne do wykonania. Ćwiczyliśmy techniki, nie uderzenia, ale dźwignie, za pomocą których można np. wyrwać przeciwnikowi broń, lub go po prostu przewrócić.

Przedostatniego dnia (czwartek) zapowiedziany był egzamin z Passai, Kusanku, Niseishi i Naichanchi Shodan wersja średnio-zaawansowana. Tego dnia każdy zdawał indywidualnie powyższe kata przed Kyoshim. Stres sięgał zenitu. Wyszedłem na plac jako pierwszy. Pokłoniłem się Mistrzowi, zrobiłem dwa wdechy i poszło. Koncentracja na maxa, ruchy przewidywane od dwa, trzy do przodu. W głowie słyszę tylko głos: "timingu, siła i bez błędu do diabła". Aby wykonać kata bezbłędnie robiłem sobie wcześniej znaczniki w mózgu, kiedy i na co mam zwrócić uwagę. Wszystko zadziałało, o niczym nie zapomniałem. Przynajmniej tak mi się zdawało ...

Zapomniałem o jednym - o płynności w ostatnim kata. Zostałem odesłany na plac, aby nad tym właśnie pracować, podczas gdy mój przyjaciel wszedł jako następny, by skonfrontować swoje umiejętności z wymaganiami Mistrza. Po chwili na placu obok mnie trenowali wszyscy skupieni pracując według zaleceń Kyoshiego.

Na koniec tego dnia Kyoshi kazał nam trenować wszystkie dzisiejsze kata w jednym tempie, jako drużyna, z maksymalnym skupieniem. Mistrz na zostawił na słońcu z naszym zadaniem i poszedł.

Wrócił za ok. 1h-1,5h i powiedział, że na dzisiaj koniec.

Trenowaliśmy boso na asfalcie przez cały czas, więc zwykłe założenie klapek było czynnością dosyć bolesną :

Piątek zaczął się od porannego treningu na plaży. Rozgrzewka, techniki, bo, kata. Dzisiaj już nie było mowy o szlifowaniu i korekcji błędów. W tym dniu wszystko miało być jak być powinno. Ale tego dnia już większość z nas czuło, że ciało robi to, czego się od niego oczekuje. Byliśmy, dzięki Kyoshiemu gotowi.

Trening trwał krócej i zakończył się ceremonią przyznania stopnia Shodan adeptom. Ustawiliśmy się w siedmiu przed Kyoshim. Każdy z nas wypowiedział słowa przysięgi Czarnego Pasa. Kyoshi podkreślił obowiązki, które na nas od tej pory spoczywają. Byliśmy wywoływani pojedynczo imieniem i nazwiskiem. Krok w przód, ukłon przed Kyoshim, przyjęcie Czarnego Pasa. Brawa od wszystkich zebranych. Tego się nie da opisać. Wielkie szczęście, ale też i pewnego rodzaju brzemie odpowiedzialności.

Pod koniec obozu byłem w niesamowitej formie, siła i dynamizm aż wyrywała się z mojego ciała. Nie wiem jak to się stało, ale czułem się super :. Dochodzenie do nowych technik- bunkai przychodziło automatycznie. Wydaje mi się, że Kyoshi poprzez wprowadzenie odpowiedniego sposobu zdawania egzaminu podniósł nasz poziom na nasze obecne maksimum przygotowując na przyjęcie nowego materiału.

W imieniu wszystkich zdających dziękuję Kyoshiemu, za czas,który nam poświęcił i wiedzę, którą nam przekazał. Jest to dla nas olbrzymie wyróżnienie. Dołożę wszelkich starań, aby nie zmarnować pokładanego we mnie zaufania.

Cieszę się, że podczas tego obozu zintegrowałem się bardziej właściwie ze wszystkim uczestnikami obozu. Chciałem podziękować w moim imieniu wszystkim, którzy nas wspierali podczas tego jakże ciężkiego tygodnia. Czasem rezygnowali z "wyjścia na miasto", aby być przy nas, kiedy pół nocy staliśmy na placu szlifując kata i szukając wspólnego tempa.

Na końcu pragnę podziękować sensejowi Ludwikowi za pracę jaką z nami wykonał przez ostatnie lata. Jak się okazało, te lata nie były stracone.

Tomasz Łazowski
Shodan

Już za chwilę kolejne zdjęcia
Polska Federacja RyuTe
zapisy


zapisy!


polecamy


Ryu-Te no Michi

RYU-TE no MICHI

Ryu-Te no Michi to książka napisana przez mistrza Taikę Seiyu Oyatę przedstawiająca prawdziwą drogę i rozwój sztuk walki na Okinawie od ich zarania oraz za czasów królestwa Ryukyu. Ukazuje właściwe rozumienie "Okinawańskiej Dłoni"...
czytaj więcej >


© Copyright Polska Federacja RyuTe. All Rights Reserved. made in: quaint.pl