Polska Federacja RyuTe Polska Federacja RyuTe
newsryu tefederacjagaleriaforumksiegalinkikontakt
 




ENGLISH

RELACJA Z TEGOROCZNEGO EGZAMINU NA CZARNY PAS

Na tegorocznym obozie letnim odbył się egzamin dwóch adeptów Ryute, którzy pretendowali do czarnego pasa (1 Dan). Byli to ja - Leszek Gazicki z Warszawy oraz Andrzej Bednarek z Odolanowa. Przyjechaliśmy na obóz z myślą i przekonaniem o ciężkim, wyczerpującym teście jaki nas czekał. Nie pomyliliśmy się!

Przez pierwsze dwa dni, żyliśmy w niepewności. Kyoshi nie dawał nam żadnych informacji, kiedy rozpocznie się test. Żaden z uczestników obozu także nie był w stanie nam nic powiedzieć. Pomyślałem sobie w tedy, że przecież każdy trening jest częścią testu. Kyoshi patrzy na nas cały czas, nawet gdy tego nie widzimy. Musieliśmy, więc cały czas ćwiczyć na najwyższych obrotach. Gdyż zapewne egzaminator patrzy na nas i ocenia, czy nadajemy się na kandydatów do testu.

Trzeciego dnia rano Kyoshi wreszcie wezwał nas i oznajmił, że nasz egzamin zaczyna się oficjalnie dzisiaj. Tego dnia mieliśmy zaliczyć formy od Kihon Ichi do Tomari Seisan. Pomyślałem: „Nareszcie!”. Do obiadu przygotowywaliśmy się intensywnie, aby doszlifować kata i wyeliminować wszelkie rozbieżności.

Stanęliśmy przed Kyoshim dopiero na popołudniowym treningu. Trening odbywał się w lesie nieopodal wydm. Pogoda była wspaniała, słońce zachęcało nas do trenowania na świeżym powietrzu. Na miejscu wraz z Kyoshim odłączyliśmy się od reszty ćwiczących. Chodziliśmy po lesie od jednego miejsca do drugiego, wykonując poszczególne formy. Panowała magiczna, wręcz mistyczna atmosfera. Osobiście czułem się jak by prowadził nas prawdziwy dawny mistrz, jakich teraz spotykamy tylko w filmach (moje marzenie spełniało się). Cały czas w ciszy, tylko momentami krótkie komendy i pytania. Piękna pogoda i otoczenie wydmowego krajobrazu dodawały tylko „smaczku”.

Nie pamiętam ile to trwało. Straciłem kompletnie rachubę czasu. Myślałem tylko o tym, aby jak najlepiej zaprezentować swoje umiejętności. Pamiętam, jak dotarliśmy na wydmy. Na granicy lasu z wydmami znajdowały się drzewa, których duże sieci korzeni wystawały momentami pół metra ponad linię piasku. Tworzyły prawie poziome półki. Zgłupiałem kompletnie, gdy Kyoshi polecił nam wskoczyć na nie i stanąć w Kiba Dachi . Pomyślałem, to niemożliwe przecież one mają z 5 cm szerokości. Jak mamy się na nich utrzymać, a co dopiero stanąć w pozycji i wykonywać techniki. Wskoczyłem jednak szybko na jedną z poziomych części korzenia i o dziwo po kilku próbach stwierdziłem, że jestem w stanie się utrzymać. Pomagały w tym małe sęki wystające gdzie niegdzie po bokach korzenia. Po zajęciu przez nas pozycji wykonywaliśmy przeróżne techniki Ryute. Począwszy od zwykłego stania w Yoi Dachi i uderzania Tsuki do kopania Mae geri w Neko Dachi.

Po tym zadaniu udaliśmy się w dalszą wędrówkę po wydmach. Cały czas w ciszy i niepewności, co wydarzy się dalej. Okazało się, że czeka nas jeszcze jedno zadanie specjalne. Mianowicie każdy z nas miał wykonać Naihanchi Shodan na kolejnym korzeniu. Tym razem był on jeszcze cieńszy. Nie wierzyłem w powodzenie wykonania zadania, jednak jak nie spróbuje to się nie dowiem. Po wszystkim okazało się, że miałem trochę racji, gdyż owszem zrobiliśmy ową formę, lecz każdy z nas spadł po kilka razy. Trudno było to nazwać poprawnie wykonaną formą.

Do końca treningu wykonywaliśmy kolejne kata juz w pobliżu grupy reszty obozowiczów. Kyoshi co jakiś czas podchodził do nas i korygował nasze błędy, dając nam kolejne zadania. Był to koniec pierwszego dość niezwykłego dnia egzaminu.

Następnego dnia nie mieliśmy żadnych informacji o kolejnych testach. Zakładaliśmy więc, że odbędą się znów na treningu popołudniowym. Zdziwiliśmy się jednak, gdy Kyoshi polecił wszystkim obozowiczom ćwiczyć razem, praktycznie przez cały trening. Dopiero po zakończeniu treningu, zadał czarnym pasom ćwiczenia Kobudo, a z nami zaczął kolejną fazę testów. Wszystko zapowiadało się na powtórkę z dnia poprzedniego, ale tu się myliłem. Staliśmy mianowicie tam, gdzie odbywał się właśnie zakończony trening, a na dodatek mieliśmy widownie. Obserwowali nas wszystkie osoby poniżej 1 Kyu. Nie musze dodawać, że spowodowało to w nas wzrost poziomu stresu.

Będąc konsekwentnym w swoim działaniu starałem się skupić maksymalnie i wyłączyć z otaczającego mnie świata. Myślałem tylko o wykonywaniu technik najlepiej jak potrafiłem. Nie patrzyłem na nikogo, oprócz prowadzącego. Starałem się kierować swój wzrok daleko przed siebie, jak mnie uczono.

Wykonywaliśmy kolejno Tomari Seisan oraz wszystkie kata Pinan. Okazało się, że i tu popełniamy błędy. Robiliśmy kata wiele razy, aż Kyoshi uznał, że nasze wykonanie jest zadowalające. Gdy wykonaliśmy ostatni raz kata Pinan Godan byłem rad, że to już koniec. Pozwoliłem sobie na chwilę rozluźnienia. To był błąd! Kyoshi wcale nie zamierzał z nami kończyć. Zabrał nas w głąb lasu, aż znalazł odpowiednie miejsce. Była to mała polana z wielkim drzewem powalonym na środku niej. Gdy zobaczyłem owe leżące drzewo, pomyślałem i uśmiechnąłem się w duchu: „znowu się zaczyna”. Kyoshi jednak usiadł na nim, a nas ustawił przed sobą. Kazał nam wykonywać na wyrywki wszystkie kata Naihanchi.

Czułem się wyczerpany, lecz nie mogłem okazać ani chwili słabości. Chciało mi się koszmarnie pić, a głośne okrzyki, jakie wydawaliśmy nie pomagały mi ukoić pragnienia. Znów straciłem poczucie czasu. W głowie miałem tylko jedną myśl: „skup się!”.

W pewnym momencie Kyoshi kazał nam wskoczyć na leżącą kłodę i wykonać Naihanchi Shodan. Znów uśmiechnąłem się w duchu i pomyślałem, że miałem racje. Okazało się, że jest to dużo prostsze niż ostatnio, gdyż drzewo było dość szerokie, aby się na nim utrzymać. Jednak wykonanie kata juz nie było takie proste, choć realne do wykonania przy dużym skoncentrowaniu. Było to ostanie zadanie tej części testu.

Zadowolony, że kolejny dzień testów zakończył się postanowiłem się zrelaksować wieczorem. Poszliśmy wraz z grupą obozowiczów na miasto, by coś zjeść i zabawić się. I tu znów się myliłem! To nie był koniec.

O koło godziny 2 w nocy, gdy już kładliśmy się spać, dostaliśmy rozkaz stawienia się przed domkiem Kyoshiego. Jak najszybciej przebraliśmy się w Gi i udaliśmy się na miejsce spotkania. Okazało się, że Kyoshi czeka na nas przy bramie ośrodka. Wprowadziło to małe zamieszanie, ale w końcu stawiliśmy się przed obliczem naszego nauczyciela. Był to początek nie zapomnianej nocy.

Szliśmy u boku Kyoshiego w ciszy, już jakiś dłuższy czas. Kiedy nagle kazał nam się zatrzymać. Staliśmy na drodze w środku lasu, w kompletnej ciemności. Oznajmił nam, że teraz będziemy robić kata Naihanchi Shodan. Zaczęliśmy, więc na jego komendy. Po chwili przerwał nam mówiąc, że robimy źle. Zaczęliśmy od początku. Jednak znów nam przerwał w tym samym momencie. Wyjaśnił nam tym razem nasz błąd. Mianowicie, indywidualnie kata robiliśmy owszem dobrze, jednak jako grupa tragicznie. Brakowało synchronizacji. Nie poprzestał jednak na zwykłym wytknięciu błędu. Wyjaśnił nam dokładnie, jak ważne jest robienie kata synchronicznie w grupie (każdy musi mieć takie samo tempo) i jaki wpływ ma to na realną walkę z przeciwnikiem. Starając się wcielić rady nauczyciela w życie, robiliśmy kata dalej. Ciemności panujące dookoła nie ułatwiały nam zadania. Jedyną pomocą były nasze białe stroje Gi.

Po tym krótkim epizodzie kontynuowaliśmy naszą wędrówkę kierując się w stronę morza. Kyoshi pytał nas o życie na Okinawie, historię Ryute, życie Taiki, Jego nauczycieli, czy zasady treningu i życia jakimi trzeba się kierować. Gdy doszliśmy do morza, podziwialiśmy piękne bezchmurne niebo oraz gwiazdy idealnie świecące tej nocy na niebie. Morze było wzburzone, słychać było odgłosy fal załamujących się i rozbijających się o falochron. Kyoshi pytał nas o podstawowe konstelacje gwiezdne: Wielki i Mały wóz, Kasjopeję, czy Gwiazdę polarną.

Po dłuższej chwili w ciszy zaczęliśmy wykonywać kata raz kihon na plaży. Z każdym kolejnym ćwiczeniem przesuwaliśmy się coraz bardziej w głąb morza. Cały czas doskonaliliśmy synchronizację naszych ruchów pamiętając o radach jakie były nam dane wcześniej.

W pewnym momencie Kyoshi chciał zbadać znów nasz balans. Rozkazał nam wejść po pas do wody i stanąć w Kiba Dachi. Zadanie wydaje się proste, jednak takie nie było! Dno morza w tym miejscu było mocno kamieniste. Idąc do tyłu przewróciłem się o wielki głaz sięgający mi ponad kolana. Po chwili zajęliśmy miejsca, byliśmy gotowi. Fale przesuwały nas raz do przodu, raz do tyłu. Zalewały nas co najmniej do ramion, a czasem aż ponad głowę. Byliśmy kompletnie mokrzy. Nie byliśmy w stanie utrzymać pozycji przez dłuższy czas. Kamienie na dnie nie ułatwiały nam zadania, uniemożliwiały zakopanie się w piasek i zakorzenienie pozycji. Nie mam pojęcie, ile tak staliśmy. Czas dłużył się w nieskończoność. Kamienie raniły nam nogi. W pewnym momencie miałem wrażenie, że rozciąłem sobie stopę (jak się później okazało słusznie). Nie miałem zamiaru jednak zaprzestać wykonywania ćwiczenia (jak powiedział tego dnia Kyoshi: „no blood no glory” :).

W końcu Kyoshi przywołał nas z powrotem. Jeszcze przez jakiś czas wykonywaliśmy kata na piasku. Następnie udaliśmy się z powrotem do ośrodka. Podczas marszu nauczyciel pytał nas ponownie o historię sztuk walki na świecie. Wyjaśniał nam wszystko, czego nie wiedzieliśmy. Zadawał także różne podchwytliwie pytania zarówno związane z Ryute, jak i ogólną wiedzą. Testował nas! Sprawdzał, czy myślimy logicznie, chciał nas lepiej poznać.

Po dojściu do ośrodka pożegnaliśmy się i udaliśmy na zasłużony odpoczynek. Był to koniec drugiego wyczerpującego dnia egzaminu.

Następny dzień przebiegał podobnie, choć tym razem egzamin odbywał się na treningu. Wykonywaliśmy najwyższe kata Passai, Kusanku oraz Niseishi pojedynczo i razem. Nie obyło się bez korygowania naszych technik. Po treningu juz w ośrodku dostaliśmy informację od Kyoshiego, że po wspólnym obozowym wypadzie na miasto, mamy poprosić Renshiego Johna, aby przetestował nas z 3 najwyższe kata. Najwidoczniej nie wykonywaliśmy ich wystarczająco dobrze. Przed spotkaniem trenowaliśmy sami, aby doszlifować kata i wyeliminować błędy wskazane nam przez Kyoshiego na treningu.

W końcu około godziny 21 doszło do spotkania z Renshi Johnem. Okazało się jednak, że nie będzie to tylko test 3 najwyższych form. Przez ponad godzinę wykonywaliśmy wszystkie znane formy, na wyrywki, prócz tych trzech. Nie mam pojęcia, ile razy je wykonywaliśmy. To był istny test wytrzymałości psychicznej i fizycznej. Nie było czasu na myślenie o tym, jaki ruch jest następny, która noga dochodzi/odchodzi, od/do której. Wszystko musiało być robione automatycznie tak, jak nasze ciało zostało nauczone. W końcu nadszedł czas na 3 najwyższe formy. Tu okazało się, że nie jest tak pięknie jak się nam wydawało. Miałem wrażenie, że robię je w nieskończoność. Na dodatek za każdym razem popełnialiśmy przy Kusanku i Passai te same 2 błędy. Nie byłem wstanie wychwycić, co robię źle i skupić się na tyle aby to poprawić. Po tak długim czasie działałem, jak automat.

W końcu Renshi udał się do Kyoshiego, a z nami został Sensei Grzegorz (który był tu już od jakiegoś czasu). Wskazał nam, jakie błędy robimy. Kazał przećwiczyć tylko te elementy, tak aby weszły nam w krew (pamięć mięśniowa musiała zadziałać). W końcu sam udał się do Kyoshiego, a my staliśmy i ćwiczyliśmy blok pojedynczy. Po raz kolejny czas dłużył mi się w nieskończoność. Nie wiem, ile to trwało 5, 10, a może nawet 20 minut, dla mnie to była wieczność. Licząc na zmianę wykonywaliśmy jedną z najważniejszych technik. Ręce ciążyły coraz bardziej. Mięśnie paliły niemiłosiernie. My jednak staliśmy i nieugięci wykonywaliśmy ćwiczenie. Mocny charakter, psychika, samozaparcie oto czego mnie nauczył mój Sensei. Teraz trzeba było przypomnieć sobie jego słowa i wcielić je w życie.

W końcu przyszedł Renshi John i Sensei Grzegorz. Od nowa zaczęliśmy wykonywać 3 najwyższe formy. Było to wielką ulgą dla mnie. Mogłem wykonywać kata przez kolejną godzinę, byle nie wracać do poprzedniego ćwiczenia. Tak minęło kolejne 10 może 20 min, aż przyszedł czas na Bo. Wykonywaliśmy Kihon Bo jakiś czas. Tu nie było większych problemów. W pewnym momencie zjawił się Kyoshi. Wyjaśnił nam wagę ćwiczenia kata, pokazał nowe spojrzenia na niektóre ruchy w formach. Był to koniec. Było około 23:30. Po 2,5h wytężonego wysiłku mogliśmy udać się na spoczynek. Pamiętam jedynie, że byłem szczęśliwy. Nie z powodu końca kolejnej fazy egzaminu, lecz z powodu tego że przetrwałem, nie załamałem się.

Ostatni dzień egzaminu przebiegał zwyczajnie. Tego dnia była brzydka pogoda. Trening odbył się na sali. Kyoshi podzielił nas na małe grupki. Każda miała swoje zadania do przećwiczenia, a nasz nauczyciel chodził od jednej do drugiej. Naszym zadaniem było ćwiczenie zaawansowanych wersji Naihanchi Shodan. Kyoshi pokazał nam wiele malutkich szczegółów, które ćwiczyliśmy przez cały czas trwania treningu. Pod koniec jeszcze przetestował nas ostatecznie z 3 najwyższych form oraz zaawansowanej wersji Naihanchi Shodan.

Przyszedł czas na ostatnią ceremonię na obozie. Zazwyczaj było to równoznaczne z oznajmieniem wyników przeprowadzanych egzaminów. Tak też stało się tym razem. Kyoshi przywołał nas do siebie. Obok stał Renshi John. Napięcie sięgało zenitu. Trząsłem się cały w środku, lecz starałem się tego nie okazywać na zewnątrz. Stanąłem twarzą w twarz z Nim. Ukłoniłem się najlepiej, jak potrafiłem. Bałem się spojrzeć na twarz Kyoshiego. Chwila niepewności... W końcu wypowiedział te magiczne, upragnione słowa: „Leszek Gazicki, Andrzej Bednarek – Shodan!”...

Coś we mnie eksplodowało, cieszyłem się niezmiernie. Ledwo powstrzymałem uśmiech radości na twarzy. Nagle całe napięcie, stres odszedł w zapomnienie. Pomyślałem: „Nareszcie! Po tylu latach treningu mam go. Opłaciło się ciężko trenować.”

Podsumowując obóz i egzamin było to dla mnie przeżycie, jakiego nigdy przenigdy nie zapomnę. Było to doświadczenie, które nigdy może już się nie powtórzyć. Ciężkie fizycznie i psychicznie, ale zarazem wspaniałe. Atmosfera jaka panowała była niepowtarzalna, rodem z dawnych okinawskich czasów. Jestem bardzo wdzięczny Senseiowi Grzegorzowi za przygotowanie mnie psychiczne i techniczne. Renshiemu za pomoc i uczestniczenie w egzaminie. Kyoshiemu za przeprowadzenie egzaminu, ale szczególnie za sposób, w jaki został przeprowadzony. Czegoś takiego nie sposób doświadczyć na codzień, a dane jest tylko nielicznym.

Bardzo wiele nauczyłem się na tym obozie. Otworzyły mi się szeroko oczy na wiele spraw. Znam teraz lepiej swoje słabości i braki. Wyciągnąłem wnioski z danych nam lekcji. Zapewne inne niż Andrzej, lecz właściwe dla mojej osoby. Taką mam nadzieję.

Do tej pory zastanawiam się czemu Kyoshi zwracał większą uwagę na jedne aspekty, a na inne mniejszą. Mam dzięki temu, co analizować i nad czym pracować. Jeszcze raz dziękuję i życzę podobnego egzaminu wszystkim adeptom Ryute.


pict0220_small.jpg
pict0228_small.jpg pict0243_small.jpg pict0244_small.jpg
pict0245_small.jpg pict0250_small.jpg pict0253_small.jpg
pict0257_small.jpg pict0270_small.jpg pict0275_small.jpg
pict0276_small.jpg pict0289_small.jpg pict0293_small.jpg
pict0294_small.jpg pict0298_small.jpg pict0299_small.jpg
pict0305_small.jpg pict0307_small.jpg

Polska Federacja RyuTe
zapisy


zapisy!

NOWE
ZAPISY


polecamy


Ryu-Te no Michi

RYU-TE no MICHI

Ryu-Te no Michi to książka napisana przez mistrza Taikę Seiyu Oyatę przedstawiająca prawdziwą drogę i rozwój sztuk walki na Okinawie od ich zarania oraz za czasów królestwa Ryukyu. Ukazuje właściwe rozumienie "Okinawańskiej Dłoni"...
czytaj więcej >


 
© Copyright Polska Federacja RyuTe. All Rights Reserved. made in: quaint.pl